Przez wiele lat żyłam tak, jak żyje wiele kobiet, które osiągnęły zawodowy sukces. Miałam ambitną pracę, odpowiedzialność, kolejne projekty i cele do zrealizowania. Z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze. A jednak coraz częściej czułam, że gdzieś po drodze zgubiłam własny rytm.
Nie brakowało mi osiągnięć. Nie brakowało mi zajęć. Nie brakowało mi planów na przyszłość.
Coraz bardziej brakowało mi poczucia spokoju.
Pamiętam moment, kiedy zaczęłam zadawać sobie pytanie, które wiele kobiet nosi w sercu, choć rzadko wypowiada je na głos:
„Czy o to właśnie chodzi?”
To nie był spektakularny kryzys. To było ciche, narastające poczucie, że mimo sukcesów nie czuję już radości, lekkości i zachwytu, które kiedyś były naturalną częścią mojego życia.
Przełom przyszedł tam, gdzie najmniej się tego spodziewałam — w ogrodzie.
Któregoś wiosennego poranka patrzyłam na rododendron. Jeszcze niedawno wydawał się nieruchomy, jakby zatrzymany przez zimę. A jednak wiedziałam, że pod powierzchnią trwa proces, którego nie widać.
Patrząc na niego, zrozumiałam coś ważnego.
Przez lata również funkcjonowałam jak wiele kobiet sukcesu. Z zewnątrz aktywna, skuteczna i zajęta. W środku coraz bardziej tęskniąca za spokojem, prostotą i głębszym kontaktem ze sobą.
To doświadczenie skierowało mnie na nową drogę.
Nauczyłam się, jak budować muzea, szkoły i domy kultury. Potem musiałam nauczyć się czegoś znacznie trudniejszego — jak odbudować samą siebie.
Zaczęłam zgłębiać wpływ natury na dobrostan człowieka. Ukończyłam studia podyplomowe z hortiterapii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu i zaczęłam łączyć wiedzę naukową z własnym doświadczeniem.
Tak powstała Ekosamotnia — miejsce stworzone dla kobiet, które osiągnęły wiele, ale coraz częściej czują, że najbardziej tęsknią za spokojem, którego nie można znaleźć w kolejnym projekcie, kolejnym sukcesie ani kolejnym punkcie na liście zadań.
Dziś wiem, że natura nie jest dodatkiem do życia.
Jest drogą powrotu do siebie.